
Co można było kupić za średnią pensję w PRL, a co dziś?

Znasz te opowieści wujka na imieninach? Kiedy wjeżdża sałatka jarzynowa, zawsze pada zdanie: "Kiedyś to było, człowiek miał mało, ale za to pieniądz miał wartość!". Zastanawiałeś się kiedyś, ile w tym prawdy? Przeszukiwałam ostatnio stare roczniki statystyczne i pożółkłe notatniki mojej babci, w których skrupulatnie zapisywała wydatki. Liczby nie kłamią, a wspomnienia często malują przeszłość w zbyt jaskrawych barwach. Postanowiłam sprawdzić, co można było kupić za średnią pensję w PRL, a co dziś. Zapnij pasy, bo to nie będzie nostalgiczna wycieczka po Peweksie, tylko twarde lądowanie w rzeczywistości gospodarki niedoboru.
Za średnią pensję w PRL w latach 70. można było kupić ułamek tego co dzisiaj, zwłaszcza jeśli chodzi o dobra luksusowe i elektronikę. Przeciętny Kowalski musiał pracować kilka lat na fiata 126p, podczas gdy dziś podobnej klasy auto z salonu kupi za kilkanaście średnich pensji. Żywność była stosunkowo tania, ale często brakowało jej na półkach.
Mityczna "średnia krajowa" — ile to właściwie było?
Zanim zaczniemy cokolwiek porównywać, musimy ustalić punkt wyjścia. A to wcale nie jest proste. Gospodarka PRL to ekonomiczny rollercoaster, w którym ceny i zarobki były ustalane centralnie, często w oderwaniu od jakiejkolwiek logiki wolnorynkowej. Złotówka w 1973 roku miała zupełnie inną wartość niż w hiperinflacyjnym roku 1989.
Przyjmijmy złotą erę Gierka jako nasz wzorzec.
W 1975 roku średnie miesięczne wynagrodzenie wynosiło około 3900 zł. Brzmi znajomo? Zbliżona kwota przewijała się w naszych portfelach jeszcze niedawno, ale jej siła nabywcza była kompletnie inna. Dla porównania dzisiaj średnia krajowa oscyluje wokół 8000 zł brutto. Ale uwaga — same cyfry nic nam nie mówią, dopóki nie zestawimy ich z cenami w sklepach (lub na czarnym rynku, bo to tam toczyło się prawdziwe życie gospodarcze).
Chleb powszedni i schabowy na kartki
Zacznijmy od podstaw, czyli jedzenia. To ulubiony argument obrońców PRL-u. Rzeczywiście, podstawowe produkty żywnościowe, mocno dotowane przez państwo, wydawały się tanie. Ale czy na pewno?
Koszty przeżycia w latach 70.
W połowie dekady Gierka za kilogram schabu z kością trzeba było zapłacić około 56 zł. Chleb kosztował 4 zł, a litr mleka niecałe 3 zł. Prosty rachunek pokazuje, że za ówczesną średnią pensję (3900 zł) Kowalski mógł teoretycznie kupić prawie 70 kg wieprzowiny. Dlaczego "teoretycznie"? Bo mięso po państwowej cenie bywało w sklepach rzadziej niż zaćmienie słońca. Żeby faktycznie zjeść schabowego na niedzielny obiad, trzeba było udać się na tak zwany wolny rynek, do "baby z cielęciną". A tam ceny potrafiły być dwu- lub trzykrotnie wyższe.
Dzisiaj za średnią pensję kupisz ponad 200 kg schabu. Bez stania w kolejce. Bez kartek. Bez zapisów w zeszycie u rzeźnika.
Cukier, kawa i alkohol
To były prawdziwe waluty PRL-u. Kilogram cukru (10,50 zł w 1975 r.) to wydatek, który nie rujnował budżetu, o ile akurat go "rzucili". Prawdziwym szokiem cenowym była kawa. Paczka (250 g) potrafiła kosztować ponad 100 zł! Znacznie łatwiej i taniej było kupić pół litra wódki czystej (około 70-80 zł). Alkohol był powszechnie dostępny i relatywnie tani, co skutecznie uspokajało nastroje społeczne. Dziś butelkę "czystej" kupisz za ułamek swojej dniówki, a kawa przestała być towarem luksusowym, dostępnym tylko spod lady.
Telewizor, pralka i słynny "Maluch"
O ile jedzenie (kiedy już udało się je zdobyć) nie pochłaniało całej wypłaty, o tyle zakup czegokolwiek z kategorii sprzętów domowych lub elektroniki wymagał żelaznej dyscypliny finansowej. I końskiego zdrowia do stania w kolejkach społecznych.
Marzenie o czterech kółkach
To tutaj różnica między tym, co można było kupić za średnią pensję w PRL, a co dziś, jest najbardziej porażająca. Oficjalna cena Fiata 126p pod koniec lat 70. wynosiła około 69 000 zł. Oznaczało to, że przeciętny obywatel musiał odłożyć prawie 18 całych swoich pensji, nie jedząc i nie pijąc, by opłacić "Malucha". Ale to tylko oficjalna cena, na którą obowiązywały przedpłaty i talony. Na giełdzie używany, dwuletni Fiat potrafił kosztować ponad 100 000 zł!
Dzisiaj?
Nowy, mały samochód miejski prosto z salonu to wydatek rzędu 60 000 - 80 000 zł. Przeciętnie zarabiający Polak może go mieć po około 10-12 miesiącach odkładania całej pensji. To wciąż duży wysiłek, ale nieporównywalnie mniejszy niż marzenie o kaszlącym fiaciku w czasach Edwarda Gierka.
Luksus kolorowego obrazu
Kolorowy telewizor marki Rubin to był synonim statusu. I poważne zagrożenie pożarowe. Żeby go zdobyć w latach 80., trzeba było mieć sporo szczęścia, talon i równowartość kilkumiesięcznych zarobków. Magnetofon kasetowy (popularny Kasprzak) to wydatek rzędu 1-2 średnich pensji. Dziś za jedną średnią krajową kupisz ogromny telewizor 4K, dobrego smartfona i zostanie ci jeszcze na solidny zestaw audio.
- Pralka automatyczna Frania — ponad miesiąc pracy w PRL vs 1-2 dni pracy dzisiaj.
- Para jeansów z Peweksu — połowa miesięcznej wypłaty vs ułamek dniówki za sieciówkowe spodnie.
- Bilet do kina — wydatek groszowy, podobnie jak dzisiaj w stosunku do zarobków.
Czynsz i opłaty — jedyny raj PRL-u?
Trzeba oddać sprawiedliwość wspomnieniom wujka — mieszkania, kiedy już po 10 czy 15 latach oczekiwania w spółdzielni udało się dostać upragnione klucze do M-3 na wielkiej płycie, utrzymywało się z ułamka pensji. Czynsze były śmiesznie niskie, a państwo mocno dopłacało do energii, gazu i wody. Utrzymanie dachu nad głową stanowiło zdecydowanie mniejsze obciążenie dla domowego budżetu niż obecnie, gdzie raty kredytów czy rynkowe stawki najmu pożerają często lwią część dochodów młodych ludzi.
Paradoks polegał jednak na tym, że miałeś tanie mieszkanie, ale nie mogłeś kupić do niego mebli bez znajomości z kierownikiem sklepu.
Kiedy następnym razem usłyszysz, jak dobrze żyło się w tamtych czasach, przypomnij sobie te liczby. Zderzenie tego, co można było kupić za średnią pensję w PRL z dzisiejszymi realiami brutalnie obnaża mit "tanich i dobrych" czasów. Zyskaliśmy nieograniczony dostęp do towarów i nieporównywalnie większą siłę nabywczą w kwestii elektroniki czy ubrań. Straciliśmy jednak gwarancję taniego dachu nad głową. Czy ta wymiana była opłacalna? Zapytaj kogoś, kto musiał załatwiać papier toaletowy po znajomości.












