
Zwierzęta domowe w dawnej Polsce. Jak je wtedy traktowano?

Spis treści
Współcześnie pupil to pełnoprawny członek rodziny, posiadający własnego psiego fryzjera, dietetyka i profil na Instagramie. Kiedy kot zrzuci wazon z komody, zwykle spotyka się to z nagranym filmikiem i naszym śmiechem. Ten model bezwarunkowej miłości do czworonogów to jednak stosunkowo świeży wynalazek cywilizacyjny. Wystarczy cofnąć się o kilkaset lat na ziemie polskie, by odkryć świat, w którym obecność zwierzęcia w otoczeniu człowieka była bezwzględnie podporządkowana zasadzie potężnego utylitaryzmu lub bezlitosnej demonstracji władzy.
Kwestia tego, jak traktowano zwierzęta domowe w dawnej Polsce, to w istocie brutalna, ale fascynująca podróż przez drabinę społeczną. Los czworonoga determinowało wyłącznie to, na którym szczeblu tej drabiny wylosował miejsce narodzin. W czasie gdy chłopski kocur musiał codziennie walczyć o przetrwanie, łowiąc myszy w obronie cennych zapasów ziarna, na dworze królewskim jagiellońskie charty czy egzotyczne ptaki opływały w niewyobrażalne wręcz luksusy, jadając z pozłacanych mis.
W poniższej analizie odrzemy przeszłość z romantycznych wyobrażeń. Prześwietlimy średniowieczne i nowożytne podwórka, królewskie menażerie oraz szlacheckie dwory, aby zrozumieć, jakie zadania stawiano przed ówczesnymi zwierzętami i kiedy ostatecznie przestano traktować je wyłącznie jak ożywione narzędzia rolnicze lub ekstrawaganckie ozdoby.
W dawnej Polsce zwierzęta traktowano głównie przez pryzmat przydatności: na wsiach psy i koty musiały pracować na swoje utrzymanie jako stróże i łowcy, często głodując, podczas gdy na dworach królewskich i magnackich hodowano drogie psy pokojowe i sprowadzano lwy czy papugi w celu manifestacji ogromnego bogactwa i władzy.
Zwierzę u boku chłopa, czyli twarda walka o byt
Dla polskiego chłopa pańszczyźnianego utrzymanie inwentarza stanowiło absolutny fundament egzystencji. Pojęcie "zwierzęcia domowego" w dzisiejszym rozumieniu nie miało prawa tam zaistnieć. Zimą, dla ochrony najcenniejszych sztuk przed mrozem i wilkami, w chłopskiej izbie powszechnie trzymano kury, prosięta czy młode cielęta, dzieląc z nimi i tak mikroskopijną przestrzeń. Koty i psy znajdowały się na samym dole tej brutalnej hierarchii. Kundel miał szczekać na obcych i pilnować obejścia, natomiast kot był wyłącznie tanim, biologicznym rzeźnikiem na gryzonie niszczące plony. Gdy zwierzę przestawało spełniać swoją funkcję z racji wieku lub choroby, pozbywano się go bez najmniejszych sentymentów.
Jak dawniej postrzegano ten temat? Ewolucja wiedzy
W średniowieczu i w dobie nowożytnej zwierzęta postrzegano w kategoriach teologicznych i surowo prawnych, całkowicie odmawiając im duszy, ale co paradoksalne, przypisując im pełną odpowiedzialność karną. Wierzono powszechnie, że zwierzę, tak samo jak człowiek, potrafi świadomie zgrzeszyć. Z tego powodu na obszarze całej Europy, w tym na ziemiach polskich, zdarzały się absurdalne z dzisiejszej perspektywy procesy sądowe wytaczane świniom lub krowom, które oskarżano na przykład o tratowanie upraw czy atak na człowieka, a następnie formalnie skazywano na powieszenie lub spalenie. Dopiero rozwój myśli oświeceniowej przyniósł refleksję nad zdolnością zwierząt do odczuwania fizycznego bólu, co powoli zdemontowało te drastyczne, pogańsko-chrześcijańskie zabobony.
Szczekające symbole statusu na szlacheckich dworach
Zupełnie inaczej wyglądał psi los w zamożnych kręgach ziemiańskich. Szlachta polska darzyła psy myśliwskie gigantycznym szacunkiem. Charty, ogary czy wyżły stanowiły fundament kultury sarmackiej. Ich wybitne cechy genetyczne potrafiły kosztować fortunę równą wartości całej wsi z przyległymi polami. Psy te karmiono doskonałej jakości mięsem, nierzadko dbała o nie osobna służba, a o ich wspaniałych dokonaniach na polowaniach krążyły wśród szlachty prawdziwe legendy. Co ciekawe, w staropolskich encyklopediach Zygmunta Glogera odnotowano wyraźny podział na psy "gończe" i podwórkowe "kundle", którym nadawano takie imiona jak Łysek, Burek, Cygan czy Mucha.
Królewskie pokoje i arystokratyczne fanaberie
Dwory panujących władców stanowiły osobną enklawę rozpasania. Na Zamku Królewskim małe "pieski pokojowe" służyły elitom niemal wyłącznie jako ozdoba i symbol prestiżu. Z historycznych źródeł wiemy chociażby o białym pupilu Zygmunta I Starego, dumnie noszącym imię "Bielik", czy ukochanych pieskach innych członków dynastii Jagiellonów, towarzyszących królom nawet podczas nabożeństw w kościele. Noszono je na atłasowych poduszkach, ubierano w ozdobne obroże i karmiono smakołykami, traktując z szacunkiem, o jakim nie mógł pomarzyć żaden chłopski poddany.
Lwy na Wawelu, czyli potęga władzy
Jednak udomowienie psów czy sokołów nie zaspokajało królewskich ambicji. Władcy pragnęli zademonstrować światu, że potrafią ujarzmić samą naturę. Tak narodziła się moda na menażerie i egzotyczne zwierzyńce:
- Władysław Jagiełło jako jeden z pierwszych sprowadził w 1406 roku na Wawel z odległej Florencji parę lwów, budując dla nich specjalne, komfortowe lokum w pobliżu królewskiej kuchni.
- W królewskich ptaszarniach, już od XV wieku, trzymano egzotyczne okazy z najdalszych zakątków świata, między innymi barwne papugi przywożone z dalekiej Brazylii.
- Oprócz wielkich drapieżników królowie i magnateria hodowali oswojone niedźwiedzie (które niekiedy próbowano zaprzęgać do karet) czy importowane za gigantyczne kwoty małpy i ozdobne wiewiórki.
Mroczna strona miasta XIX wieku
Pojawienie się pierwszych większych miast i aglomeracji w XIX stuleciu odsłoniło nową, ciemną kartę w relacjach polskiego społeczeństwa ze zwierzętami. Zaczęła rosnąć drastyczna liczba porzuconych psów, które bezpańsko wałęsały się po ulicach, wywołując panikę i zagrożenie epidemiologiczne. Ówczesne władze reagowały brutalnie. Wynajmowani hycle bezlitośnie wyłapywali zwierzęta, masowo je mordując (koncepcja ludzkiego schroniska dla zwierząt wówczas w ogóle nie istniała). Cieniem na arystokratycznej miłości do fauny kładła się także upiorna moda - ówczesne damy z wyższych sfer potrafiły nosić na głowach kapelusze zdobione wypchanymi ciałami kilkunastu rzadkich ptaków lub mufki zrobione z połączonych ze sobą pyszczków drobnych ssaków.
FAQ - Najczęściej zadawane pytania
Kiedy w Polsce pojawiły się pierwsze ogrody zoologiczne?
Korzeni dzisiejszych ogrodów zoologicznych należy upatrywać właśnie w królewskich i magnackich menażeriach powstających już za panowania pierwszych Jagiellonów. Były to jednak kolekcje całkowicie prywatne, służące demonstracji władzy. Pierwsze placówki przypominające dzisiejsze, otwarte dla publiczności ogrody zoologiczne w nowoczesnym, edukacyjnym i badawczym tego słowa znaczeniu, zaczęły powstawać na ziemiach polskich dopiero w II połowie XIX wieku.
Jak w dawnej Polsce karano za okrucieństwo wobec zwierząt?
Aż do pierwszych dziesięcioleci XX wieku pojęcie prawnej ochrony zwierząt właściwie w ogóle nie funkcjonowało w świadomości obywateli. Wszelkie uszkodzenie cudzego psa, konia czy krowy traktowano na równi ze zniszczeniem zwykłego mienia i drewnianego płotu, a kary obejmowały wyłącznie finansowe zadośćuczynienie właścicielowi, a nie wymierzanie sprawiedliwości w obronie samego, cierpiącego stworzenia.
Kiedy pies przestał być narzędziem, a stał się przyjacielem rodziny?
Ewolucja ta rozpoczęła się w XIX wieku i była mocno powiązana z powstawaniem nowej, wielkomiejskiej inteligencji i klasy średniej, dla której posiadanie mniejszego psa w eleganckim mieszkaniu czynszowym nie wiązało się już z koniecznością obrony stodoły czy polowaniem na dzika. W tym okresie w dużych miastach pojawiła się też moda na portretowanie się u fotografów wspólnie ze swoim domowym czworonogiem, co mocno przypieczętowało jego nowy, rodzinny i bardzo uczuciowy status.
Podsumowanie
Historia obecności zwierząt w polskich domach i zagrodach to fascynujący proces ucywilizowania człowieka. Przebywając długą, wielowiekową drogę od żywych, niewolniczych narzędzi rolniczych do uświęconych królów na wawelskich pokojach i ostatecznie członków naszych współczesnych rodzin, zwierzęta domowe obnażały stan polskiej gospodarki, prawo, mentalność i ewolucję obyczajową. Świadomość, w jak ekstremalnie trudnych warunkach jeszcze niedawno egzystowały nasze pupile, pozwala spojrzeć na dzisiejsze dbanie o ich dobrostan jako na jedno z najwybitniejszych osiągnięć etycznych nowożytnych pokoleń.












