
Ginące zawody. Kim w dawnej Polsce był zdun i kołodziej?

Spis treści
Zanim świat opanowała produkcja taśmowa, tworzywa sztuczne i wszechobecna elektryfikacja, codzienne życie miast i wsi opierało się na wiedzy i zręczności rzemieślników. W dawnej Polsce ginące zawody cieszyły się ogromnym szacunkiem i powszechnym zaufaniem. Fach w ręku oznaczał stabilny byt, a wiedzę i warsztat przekazywano najczęściej z ojca na syna. Dziś wiele z tych specjalności znamy już tylko ze stron książek historycznych lub muzeów etnograficznych.
Jednymi z najważniejszych figur w każdym miasteczku i na każdej wsi byli zdun i kołodziej. Pierwszy gwarantował przetrwanie mroźnych zim, zapewniając domownikom bezcenne ciepło. Drugi stanowił fundament ówczesnego transportu i komunikacji. Obaj operowali na materiałach wymagających ogromnej wiedzy materiałoznawczej i precyzji, co z czasem przestało być potrzebne w dobie umasowienia przemysłu.
Kołodziej (stelmach) specjalizował się w wyrobie drewnianych wozów i kół, współpracując z kowalem, który okuwał elementy metalowe. Z kolei zdun to rzemieślnik budujący i naprawiający domowe piece, kuchnie węglowe oraz piece kaflowe. Złota era kołodziejstwa zakończyła się wraz z pojawieniem się kół ogumionych i motoryzacji.
Kołodziej: inżynier dawnego transportu
Kołodziejstwo to jedno z najstarszych rzemiosł funkcjonujących na polskich ziemiach, rozwijające się dynamicznie od wczesnego średniowiecza. W powszechnej świadomości historycznej zapisało się trwale dzięki legendarnemu założycielowi pierwszej polskiej dynastii – Piastowi Kołodziejowi. Ten rzemieślnik budował nie tylko same koła, ale projektował i konstruował całe drewniane pojazdy konne, wozy, a w późniejszych wiekach również eleganckie bryczki.
Skonstruowanie wytrzymałego i równego koła drewnianego wymagało ponadprzeciętnych zdolności inżynieryjnych i ogromnego doświadczenia. Zanim zmontowano wozy bose (koła nieokute) lub te przeznaczone do okucia, drewno musiało być odpowiednio dobrane i wysezonowane. Rzemieślnik musiał wiedzieć, który gatunek drewna (np. dąb czy jesion) sprawdzi się w odpowiednich elementach konstrukcyjnych pracujących pod dużym obciążeniem.
Współpraca na linii kołodziej-kowal
Aby wóz mógł służyć przez długie lata na wyboistych, piaszczystych czy błotnistych drogach wiejskich, drewniana konstrukcja wymagała wzmocnienia. Kiedy kołodziej kończył rzeźbić szprychy, piasty i dzwona (elementy okręgu koła), dostarczał zmontowane elementy do kowala. Ten nakładał na nie rozgrzane do czerwoności, żelazne obręcze, które kurcząc się w trakcie stygnięcia, nierozerwalnie spajały całą konstrukcję. Tak powstawały słynne żelaźniaki.
Zmierzch tego fachu nadszedł nieubłaganie w latach 60. XX wieku. Gospodarze szybko docenili zalety nowoczesnych kół ogumionych – były znacznie cichsze, zapewniały lepszą amortyzację i, co najważniejsze, nie zapadały się tak głęboko w grząskim terenie podczas prac polowych. Wozy "na gumach" stały się symbolem prestiżu, całkowicie wypierając drewniane konstrukcje.
Zdun: mistrz domowego ogniska
Zduństwo, w przeciwieństwie do kołodziejstwa, jest profesją, w której kunszt konstrukcyjny łączył się z ogromnym wyczuciem estetycznym. Zasadniczo zadaniem zduna było stawianie urządzeń grzewczych w domach i dworkach: pieców grzewczych, chlebowych, trzonów kuchennych czy wędzarni. Posiadał on unikalną wiedzę z zakresu termodynamiki. Potrafił tak ułożyć skomplikowany system wewnętrznych kanałów dymowych (tzw. cug), aby piec maksymalnie długo oddawał zakumulowane ciepło, nie dymiąc przy tym na pokój.
Zduni nie pracowali wyłącznie z cegłą szamotową i zaprawą glinianą. Bogatsze domy zamawiały piece kaflowe. Złożenie takiego pieca było sztuką wymagającą matematycznej precyzji. Kafle, nierzadko ręcznie zdobione i sprowadzane z odległych manufaktur, musiały być idealnie spasowane i spięte specjalnymi metalowymi klamrami, aby konstrukcja nie rozszczelniła się pod wpływem zmian temperatur. Od pracy tego człowieka często zależało zdrowie i życie całej rodziny zimą.
Dlaczego te zawody wymarły?
Upadek obu rzemiosł był bezpośrednim skutkiem postępu technologicznego i gwałtownych zmian w powojennym społeczeństwie. Kołodziej musiał ustąpić miejsca zmechanizowanym fabrykom produkującym elementy stalowe i gumowe na masową skalę, a ostateczny cios zadała szybka motoryzacja rolnictwa i rozwój transportu kołowego.
Z kolei praca zduna straciła na znaczeniu z powodu masowego wprowadzania centralnego ogrzewania, żeliwnych kaloryferów oraz dostępności nowoczesnych grzejników elektrycznych i gazowych. Budowa pieca kaflowego jest kosztowna i czasochłonna. Dzisiaj nieliczni rzemieślnicy kultywujący zduństwo zajmują się głównie budową kominków rekreacyjnych oraz rekonstrukcją historycznych pieców w zabytkowych dworach czy kamienicach na zlecenie konserwatorów zabytków.
Powrót do korzeni?
Choć kołodziejstwo i zduństwo uznajemy dziś za klasyczne ginące zawody, z pewnością zasługują one na szacunek. Patrząc na solidność dawnych wozów i długowieczność pieców z lat przedwojennych, nietrudno oprzeć się wrażeniu, że współczesna produkcja seryjna odeszła daleko od jakości gwarantowanej niegdyś przez prawdziwych rzemieślników. Współcześnie obserwujemy powolny renesans zduństwa – rosnące ceny nowoczesnych nośników energii sprawiają, że piece akumulacyjne znów powracają do łask inwestorów.












